Skip to main content
← Magazyn Carseto
Profile kolekcjonerów

Impreza GC8, której przez trzy lata nikt nie widział

Krzysztof i jego Subaru Impreza GC8 z 1999 - z Włoch, przez trzy lata u blacharza, potem podwozie w JDM Serwis.

Autor: Marcin· 21 września 2026· 12 min czytania· Polska

Krzysztof pojechał na Silesia Ring Audi S3. Wrócił Subaru Impreza GC8 z 1999, które mechanik w Sławkowie trzymał za warsztatem.

Nie szukał klasyka. Szukał czegoś, co prowadzi się inaczej niż trzysta czterdzieści koni na wprost. GC8 miało mniej mocy i dało mu więcej frajdy.

Auto przyjechało z Włoch. Potem trzy lata u blacharzy. Odebrał je jesienią 2023, już niebieskie, ze złotymi Speedline'ami i spoilerem STI. Zimą stoi. Latem jedzie na zlot, w góry albo na Słowację. Kolejne wpisy trzyma w swoim Garażu na Carseto. Auta i historie są też na retrodrive.pl i na Instagramie. Zdjęcia z sesji: Wowson.

1. Dlaczego to auto? Co Cię w GC8 zachwyciło - rocznik, wersja, kolor, skąd w ogóle Impreza.

Moja historia z Subaru zaczęła się trochę przypadkiem. To był 2017 albo 2018 rok. Pojechałem wtedy na WOŚP organizowany na Silesia Ring moim Audi S3 8P. Samochód miał zrobiony Stage 1 i około 340 KM. W tamtym czasie byłem jeszcze na takim etapie motoryzacji, że liczyła się dla mnie przede wszystkim moc, przyspieszenie i jazda na wprost. To, co samochód potrafił w zakrętach, nie interesowało mnie aż tak bardzo.

Przed wyjazdem na tor oddałem Audi do mechanika, powiedziałem mu, gdzie jadę i poprosiłem, żeby przygotował samochód. Pierwsze przejazdy były w porządku, ale później, na jednym z ostatnich zakrętów, nagle usłyszałem ogromny zgrzyt z silnika, zapaliły się kontrolki i musiałem szybko zjechać do pit lane. Skończyło się lawetą, a diagnoza wskazywała na panewki.

Mechanik był nawet chętny, żeby odkupić ode mnie uszkodzone Audi, ale zawiozłem je do mojego zaufanego mechanika w Sławkowie, żeby dokładnie sprawdził, co się stało. W międzyczasie znalazł się kupiec i ostatecznie S3 sprzedałem.

I właśnie wtedy mechanik powiedział mi, żebym poszedł z nim na tył warsztatu, bo chce mi coś pokazać. Stała tam zielona Impreza GC8 z 1999 roku. Blacharsko zdecydowanie nie była idealna. Nadkola, progi, ogólnie samochód wymagał większego remontu.

Pojechaliśmy na krótką przejażdżkę i dla mnie to był szok. Wtedy jeszcze praktycznie nie siedziałem w klasykach czy youngtimerach. Nie miałem też świadomości, jak te samochody później urosną na wartości. Po prostu nie mogłem uwierzyć, jak stare Subaru, jeszcze przed remontem zawieszenia, potrafi się prowadzić.

Ostatecznie kupiłem je za około 15 tysięcy złotych. Pojeździłem nim chwilę i kompletnie zmieniło mi się podejście do samochodów. Subaru miało dużo mniej mocy niż moje wcześniejsze S3, a dawało mi zdecydowanie więcej frajdy.

Chyba właśnie wtedy pierwszy raz naprawdę zrozumiałem, że moc nie jest najważniejszą rzeczą w samochodzie.

Niebieska maska Imprezy GC8, złota Speedline i pokrywa przeciwmgielna STI. Fot. Wowson
Niebieska maska Imprezy GC8, złota Speedline i pokrywa przeciwmgielna STI. Fot. Wowson

2. Jak trafiła do Ciebie? Skąd kupiłeś, ile lat jest u Ciebie, czy znasz historię poprzednich właścicieli?

ZOBACZ GARAŻ

Historia tego Subaru na Carseto

Serwis, faktury, zdjęcia i plany Krzysztof trzyma w jednym miejscu.

Samochód pochodzi z Włoch i tam był jego pierwszy właściciel. Później trafił do Polski i przez kilka lat jeździł nim właściciel w okolicach Sławkowa. Niestety nie mam jakiejś bardzo rozbudowanej dokumentacji jego wcześniejszej historii.

Przy zakupie najważniejsze było dla mnie to, że silnik był w dobrym stanie. Wiedziałem, że blacharka wymaga pracy, zawieszenie również, ale podchodziłem do tego w ten sposób, że całą resztę jestem w stanie z czasem zrobić. Nie spodziewałem się tylko, ile tego czasu będzie potrzeba.

Po zakupie pojeździłem Subaru może tydzień albo dwa i oddałem je do pierwszego blacharza. Niestety bardzo źle trafiłem. Samochód spędził u niego około roku. Cały czas słyszałem, że coś przy nim robi, a później okazało się, że normalnie używał go sobie między innymi na dojazdy do pracy.

Zabrałem stamtąd samochód i znalazłem drugiego blacharza. Tutaj faktycznie zaczęła się konkretna odbudowa. Subaru zostało rozebrane praktycznie do gołej budy, zrobiona została cała potrzebna blacharka i później lakierowanie. Tyle że ten etap zajął kolejne półtora do dwóch lat.

W sumie przez prawie trzy lata praktycznie nie miałem samochodu. Cały czas opowiadałem znajomym, jakie mam fajne Subaru, tylko nikt go nie widział. Po jakimś czasie zaczęli się już ze mnie śmiać i pytać, czy to Subaru w ogóle istnieje i czy kiedykolwiek wyjedzie od blacharza.

Finalnie odebrałem je jesienią 2023 roku. Po prawie trzech latach czekania samo to, że mogłem w końcu normalnie wsiąść i nim pojechać, dawało ogromną frajdę.

Przy okazji remontu zdecydowałem się też na zmianę koloru. Oryginalnie samochód był zielony. Dzisiaj trochę się z tego śmieję, bo z wiekiem bardzo polubiłem zielone samochody, ale wtedy ten kolor kompletnie do mnie nie przemawiał. Subaru zawsze kojarzyło mi się z niebieskim lakierem i złotymi felgami, więc skoro samochód i tak był lakierowany, dla mnie po prostu musiał być niebieski.

Do tego doszły złote Speedline'y i spoiler STI. Zmieniłem też wnętrze, bo oryginalna tapicerka nie do końca mi odpowiadała. Fotele zostały obszyte skórą połączoną z granatową Alcantarą. Nie chciałem natomiast robić repliki STI ani udawać, że samochód jest czymś, czym nie jest. Chciałem po prostu zrobić GC8 po swojemu, ale nadal zachować jego charakter.

3. Codzienne użycie vs kolekcja - jeździsz nią regularnie, sezonowo, czy to auto-projekt?

Zdecydowanie jest to samochód do jeżdżenia, tylko nie daily. Zimą stoi w garażu, natomiast kiedy zaczyna się sezon, chcę się nim normalnie cieszyć.

Tak naprawdę bardzo ważny etap tej historii zaczął się wiosną 2024 roku. Od dłuższego czasu chciałem poznać więcej osób, które mają podobną zajawkę do motoryzacji. Wśród moich znajomych nie było wtedy zbyt wielu osób, z którymi mógłbym jeździć na zloty czy po prostu spotkać się wieczorem samochodami.

Pierwszym większym wydarzeniem był dla mnie JapFest w 2024 roku. Poznałem tam sporo fajnych ludzi. Później zgadałem się też ze znajomym jeszcze z czasów liceum, który ma Lancera Evo VII. Następnie poznałem kolejne osoby i z czasem zrobiła się z tego naprawdę fajna ekipa.

Mniej więcej wtedy zacząłem też prowadzić Subaru Stories. Początkowo profil miał być właściwie tylko o tym samochodzie i Subaru. Dopiero z czasem, kiedy zaczęły pojawiać się kolejne auta i coraz bardziej wciągały mnie klasyki i youngtimery, Subaru Stories przekształciło się w RetroDrive.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, ten jeden samochód miał naprawdę duży wpływ na to wszystko.

Jeśli chodzi o samo użytkowanie, mam takie podejście, że oczywiście świetnie jest mieć klasyka w bardzo dobrym stanie, ale trzeba też trochę znormalizować jeżdżenie takimi samochodami. Od stania również nic dobrego im nie przychodzi.

Dlatego jeżdżę Subaru na zloty, wieczorne spoty czy po prostu weekendowe przejażdżki. Lubię też robić nim małe roadtripy. Byliśmy chociażby na JapFeście w Poznaniu, jeżdżę nim w góry czy na Słowację.

Dbam o nie, ale nie chcę dojść do momentu, w którym będę miał fajny samochód i będę się bał wyjechać nim z garażu.

Niebieska Impreza GC8 na skrzyżowaniu przy ceglanej kamienicy. Fot. Wowson
Niebieska Impreza GC8 na skrzyżowaniu przy ceglanej kamienicy. Fot. Wowson

4. Największe wyzwanie - co w tym aucie i w serwisie w JDM okazało się najtrudniejsze?

Po zakończeniu remontu blacharskiego wiedziałem, że przede mną zostały dwa duże tematy, silnik i zawieszenie. Początkowo byłem przekonany, że zawieszenie jest w lepszym stanie i głównym planem było zakucie silnika, żeby zrobić go raz, porządnie i mieć spokój na dłuższy czas.

Do Kamila Pilcha z JDM Serwis chciałem trafić już dużo wcześniej. Kiedy moje Subaru było jeszcze lakierowane, zobaczyłem materiał Zachara, w którym Kamil pokazywał swoje GC8. Bardzo spodobało mi się jego podejście, wiedza i przede wszystkim to, co zbudował. Jego GC8 było mocno przebudowane, ale nadal wszystko było zrobione bardzo spójnie i w takim OEM-owym stylu. Już wtedy pomyślałem, że kiedy moje Subaru w końcu będzie gotowe, chciałbym oddać je właśnie do niego. Dodatkowym plusem było to, że Kamil jest z Wisły, więc mam do niego stosunkowo blisko.

Kiedy dokładnie sprawdził moje auto, okazało się, że przy zawieszeniu i całym podwoziu jest dużo więcej pracy, niż zakładałem. Silnik można było zrobić, ale robienie jednocześnie silnika i całej reszty oznaczałoby już naprawdę duży budżet. Musiałem więc zdecydować, co robimy najpierw.

Stanęło na podwoziu i z perspektywy czasu była to bardzo dobra decyzja. Kamil powiedział mi wprost, że skoro silnik nadal działa dobrze, to nie ma sensu na siłę go rozbierać. Lepiej najpierw zrobić samochód tak, żebym mógł się nim naprawdę cieszyć, a do silnika wrócić, kiedy faktycznie przyjdzie na niego czas. Obecnie ma około 208 tysięcy kilometrów.

Dałem Kamilowi właściwie wolną rękę. Zależało mi przede wszystkim na tym, żeby Subaru faktycznie prowadziło się tak, jak powinno i żeby jeszcze poprawić jego możliwości.

Zakres prac zrobił się ogromny. W praktyce została odświeżona i przebudowana duża część podwozia. Pojawiły się między innymi elementy zawieszenia STI, Bilsteiny B6, nowe tuleje, sworznie, łączniki i elementy mocowania. Zrobiona została przekładnia kierownicza, przednie półosie, sprzęgło, mocowania dyferencjału, wzmocnione poduszki silnika STI i wiele innych rzeczy.

Mocno zmieniły się też hamulce. Pojawiły się zaciski Brembo, nowe tarcze, klocki EBC Yellowstuff i przewody HEL w stalowym oplocie. Do tego geometria, serwis płynów, olejów i masa drobniejszych elementów, których później nawet nie widać.

Całość zajęła około 158 roboczogodzin i razem z częściami kosztowała około 45 tysięcy złotych.

Muszę tutaj też wspomnieć o samym podejściu Kamila, bo nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim mechanikiem. Pełna dokumentacja zdjęciowa praktycznie każdej śrubki. Zdjęcia starych części, nowych części, kolejnych etapów składania samochodu. Wszystko było udokumentowane i przez cały czas wiedziałem, co dzieje się z autem. Kamil zajmował się też organizacją części, więc właściwie oddałem mu samochód i później odebrałem kompletnie gotowy.

Oczywiście kwota 45 tysięcy robi wrażenie. Szczególnie kiedy pomyśli się, że za takie pieniądze można kupić cały inny samochód. Nie było jednak tak, że przyjechałem zrobić serwis za 10 tysięcy, a na końcu dostałem rachunek na 45. Wiedziałem, że zakres będzie duży, oddawałem auto na zimę i miałem przygotowany na to budżet.

Pechowo zbiegło się to tylko z opłatami za inne samochody i wszystko skumulowało się finansowo w podobnym czasie.

Dla osoby, która nie interesuje się motoryzacją, wydanie takiej kwoty na mechanikę Subaru z 1999 roku może brzmieć absurdalnie. I ja to rozumiem. Ja patrzę na ten samochód trochę inaczej. Kupiłem go kiedyś za około 15 tysięcy złotych, wcześniejszy remont również udało mi się zrobić za rozsądne pieniądze, a dzisiaj jest to samochód, który chcę mieć przez wiele lat. Patrzę na niego kolekcjonersko, ale przede wszystkim ma mi dawać frajdę.

Sam odbiór po tych pracach też bardzo dobrze pamiętam. Pojechał po mnie mój znajomy Konrad swoim Lancerem Evo VII, RHD, manualem z Japonii. Przy okazji była to moja pierwsza przejażdżka Evo, więc już sama droga do Wisły była dla mnie atrakcją.

Przyjechaliśmy do Kamila, obejrzeliśmy Subaru, pogadaliśmy, pooglądaliśmy samochody, które akurat stały w serwisie, rozliczyliśmy się i oczywiście trzeba było sprawdzić efekt prac. Pojechaliśmy na okoliczne kręte drogi, później zjedliśmy obiad w karczmie i wróciliśmy do Katowic zestawem Evo VII i GC8. Ciężko było wymyślić lepszy odbiór tego samochodu.

Największa zmiana po remoncie to dla mnie pewność, jaką daje Subaru. Układ kierowniczy jest dużo bardziej bezpośredni, samochód szybciej reaguje na to, co robię, jest bardziej zwarty i przewidywalny. Do tego hamulce w końcu odpowiadają możliwościom samochodu.

Najlepiej poczułem to później na torze. Z każdym kolejnym okrążeniem próbowałem trochę bardziej przesuwać własną granicę i mam wrażenie, że szybciej kończyła mi się odwaga niż możliwości samochodu. Nie udało mi się jeszcze doprowadzić go do sytuacji, w której poczułbym, że zaczyna mnie czymś zaskakiwać albo tracić równowagę. Oczywiście nie oznacza to, że jego granic nie ma. Po prostu ja jeszcze nie mam potrzeby ich szukać.

I chyba właśnie to daje mi teraz największą frajdę. Nie przyspieszenie na prostej i nie liczba koni. Najlepszy jest moment, kiedy zaczynają się zakręty.

Trochę zabawne, że właśnie tego nauczył mnie samochód, który kupiłem po tym, jak na torze zepsułem 340-konne Audi.

Remont w JDM Serwis - w kadrach

158 roboczogodzin w Wiśle · Fot. JDM Serwis / Kamil Pilch

5. Ulubiony detal - jeden element, który kochasz?

Chyba bezramkowe szyby.

Niby to drobiazg, ale cały czas zwracam na nie uwagę. Uwielbiam moment, kiedy szyba jest opuszczona, otwieram drzwi i nie ma tam praktycznie żadnej ramki. Jest w tym coś bardzo charakterystycznego dla starszych Subaru i po prostu świetnie to wygląda.

Mam oczywiście inne elementy, które bardzo lubię. Spoiler STI robi moim zdaniem ogromną różnicę w wyglądzie samochodu. Bardzo podoba mi się też Momo Prototipo Black Edition, które założyłem zamiast seryjnej kierownicy. Jest mniejsze, co przy moich gabarytach jest dosyć istotne, bo oryginalna kierownica była dla mnie trochę jak ster w statku.

Momo można jednak dołożyć do różnych samochodów, spoiler też można zmienić. Bezramkowe szyby są po prostu częścią charakteru samego GC8. Gdybym więc naprawdę miał wybrać jeden detal, wybrałbym właśnie je.

Spoiler STI i złota Speedline na tylnym błotniku niebieskiej Imprezy GC8. Fot. Wowson
Spoiler STI i złota Speedline na tylnym błotniku niebieskiej Imprezy GC8. Fot. Wowson

6. Plany na najbliższe 12 miesięcy

Paradoksalnie chyba pierwszy raz planem jest nie robić za dużo.

Przybyło mi ostatnio sporo innych projektów, a Subaru jest obecnie sprawne, jeździ naprawdę dobrze i po ostatnich pracach nie czuję potrzeby, żeby na siłę znowu coś rozbierać tylko po to, żeby coś zmienić.

Na pewno chcę zrobić jeszcze porządną konserwację podwozia, żeby zabezpieczyć efekt całej wcześniejszej pracy i mieć z tym spokój.

Chciałbym też poprawić audio, bo w tej chwili działają mi właściwie tylko tylne głośniki. Myślę również o delikatnym dodatkowym wygłuszeniu wnętrza. Oczywiście hałas jest częścią uroku takiego samochodu, ale przy dłuższej jeździe autostradowej ze 120 km/h po jakimś czasie robi się trochę ciężko.

Jeśli chodzi o silnik, nie planuję go teraz profilaktycznie rozbierać. Działa dobrze, więc chcę nim po prostu jeździć. Dopiero kiedy faktycznie pojawi się potrzeba remontu, chciałbym zrobić short block i zbudować silnik tak, żeby był przede wszystkim trwały. Nie zależy mi na robieniu z tego potwora do jazdy na wprost. Okolice 300 KM w takim lekkim GC8 byłyby dla mnie w zupełności wystarczające.

To będzie pewnie takie crème de la crème całego projektu, ale nie chcę robić tego na siłę tylko po to, żeby móc powiedzieć, że silnik jest zrobiony.

Na najbliższy rok plan jest więc prosty: konserwacja, kilka drobiazgów i przede wszystkim cieszyć się samochodem i jeździć.

7. Porada dla kogoś, kto szuka GC8 / Imprezy w Polsce albo Europie - na co patrzeć?

MASZ KLASYKA?

Dodaj Twoje auto do Carseto

Monitoruj wartość auta i trzymaj historię w jednym miejscu.

Dzisiaj w pierwszej kolejności patrzyłbym na budę.

Kiedy kupowałem swoje Subaru, bardzo ważne było dla mnie to, że silnik był zdrowy. Wiedziałem, że blacharka jest do zrobienia i podchodziłem do tego trochę na zasadzie: mechanicznie jest dobrze, a resztę się wyremontuje.

Po przejściu całego procesu dzisiaj chyba odwróciłbym te proporcje.

Koszty porządnego remontu blacharsko-lakierniczego zrobiły się naprawdę duże. Mi udało się jeszcze zrobić swoje auto za stosunkowo rozsądne pieniądze, ale obecnie może się okazać, że remont tańszego, skorodowanego egzemplarza będzie kosztował więcej niż różnica w cenie do naprawdę zadbanego samochodu.

Dlatego szukałbym przede wszystkim możliwie zdrowej i kompletnej budy. Wolałbym nawet kupić samochód z silnikiem wymagającym remontu, ale z bardzo dobrym nadwoziem, niż odwrotnie. Silniki w Subaru i tak są często remontowane czy budowane pod konkretne oczekiwania właściciela. Jeżeli ktoś planuje projekt, mechanika nie przerażałaby mnie dzisiaj aż tak jak poważna korozja.

Oczywiście wszystko zależy od tego, czego ktoś szuka. Jeżeli chce kupić gotowe GC8 i po prostu nim jeździć, moim zdaniem warto dopłacić do najlepszego egzemplarza, na jaki pozwala budżet. Często pozorna oszczędność przy zakupie bardzo szybko znika podczas remontu.

Jeżeli natomiast ktoś od początku chce budować samochód pod siebie, wtedy można podejść do tego inaczej i kupić bazę wymagającą mechaniki. Ja tylko drugi raz dużo dokładniej policzyłbym koszty, zanim powiedziałbym sobie: „blachę się zrobi”.

Co zabawne, sam niedawno byłem bardzo blisko kupienia jeszcze Imprezy coupé tej generacji. Ostatecznie odpuściłem, bo doszedłem do wniosku, że dwa Subaru to już chyba trochę bez sensu.

Chociaż patrząc na to, ile mam obecnie samochodów, nie wiem, czy akurat ja powinienem używać argumentu o zdrowym rozsądku.

Galeria - sesja Wowson

Sesja Wowson · Fot. Wowson

Krzysztof nie chowa GC8 pod kocem. Chce samochodu, którym da się jechać w zakręt i który ma spisaną historię.

Masz swojego youngtimera albo klasyka? Załóż Garaż, monitoruj jego wartość i spisuj historię.

Czytaj dalej: CLK W208 Magdy · Cena to nie wartość · Polski rynek klasyków w 2026

✦

Ten artykuł jest częścią magazynu Carseto - analizy rynku i historie ze świata europejskich klasyków.

Więcej z magazynu

TWÓJ GARAŻ

Dodaj swoje auta za darmo

Cyfrowy garaż - wartość, dokumenty i zdjęcia w jednym miejscu. Zacznij od jednego klasyka; karta nie jest wymagana.

Załóż darmowy Garaż